Możesz wszystko czy nic?
Świat się radykalizuje w swoich poglądach i mam takie wrażenie, że nie dorośliśmy do demokracji.
Prawda jest taka, że im większa grupa społeczna tym gorzej z prawem do wolności. Ludzie chcą mieć prawa, chcą mieć coś do powiedzenia, ale nie potrafią tego uszanować. Cofnijmy się w czasie…
Kobiety nie miały prawa do edukacji, do pracy, do jedzenia wspólnie z mężczyznami. Do dzisiaj w wielu obszarach tak jest, jednak w Europie już od dawna mamy się znacznie lepiej. Co do dzieci jest zdecydowanie większa świadomość – jak je wychowywać, jak o nie dbać, czego potrzebują. To oczywiście nie powoduje, że nie ma patologii, ale sytuacja jest zdecydowanie lepsza niż jeszcze 30 lat temu. Prawa człowieka są coraz bardziej szanowane. Demokracja, globalizacja i umowy międzynarodowe dały nam ogromne możliwości rozwoju, podróżowania, dostępu do rzeczy z końca świata. I tu pojawia się pytanie…
Czy my umiemy to uszanować?
Razem z tym całym dobrodziejstwem nadeszła poprawność, ale także hejt i wszechobecna agresja skierowana do zupełnie obcych nam ludzi z końca świata. Masz dzieci? Źle. Nie masz, też źle. Masz psa? Źle. Nie masz, też źle. Masz pięniądze? Źle. Nie masz to znowu źle. Dbasz o swój wygląd, o zdrowie? Źle. Nie dbasz, oczywiście, że jest źle. Żyjemy obecnie w świecie, w którym dostęp do informacji ma prawie każdy. Jednocześnie to czas upadku autorytetów. Doprowadziło to do rozszerzania się opinii „specjalistów”. Ludzie nie mają już żadnej pokory i bez opamiętania wyrażają własne zdanie, bo im wolno, bo mają takie prawo. Jak to jest, że ktoś kto w życiu nie przeczytał żadnej książki, nie interesował się światem, fizyką, biologią, matematyką, gospodarką, psychologią nagle w internecie ma wiedzę ekspercką w każdym z tych tematów i jest gotów rzucić się do gardła broniąc swoich racji? Doszliśmy do absurdu. Kiedyś nie wolno nam było nic, dzisiaj wolno nam tak wiele, że chyba już nie umiemy z tych praw korzystać.
Możemy zaobserwować od kilku lat stopniowe ograniczanie pewnych swobód. Ludzie się buntują. Nie podoba im się to, że muszą się podporządkować. Bo przecież mają demokrację. Ale demokracja nie oznacza „róbta co chceta”. Przecież to nie tędy droga. Zawsze ważne powinno być poszanowanie praw, własności i wolności drugiego człowieka. Tak trudno nam się dziś postawić na miejscu innych, bo kult jednostki wjechał za mocno. Radykalizm we wszystkim jest zły. Skrajności jeszcze nikogo nigdy do niczego dobrego nie doprowadziły.
Co dla ludzi dzisiaj oznacza: możesz wszystko? A co oznacza: Nie możesz nic? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo my jako społeczeństwa już chyba sami się w tym pogubiliśmy. Zastanawiam się często nad tym jakie rozwiązania miałyby przyjąć rządy, żeby ludzie zrozumieli, że żyją w społecznościach, a nie na bezludnej wyspie?
Jedno jest pewne – w tak dużych grupach ludzkich muszą istnieć prawa, zakazy, nakazy, bo nie ma innej możliwości zapanowania nad jakimś chociaż względnym porządkiem. Nie chce sobie nawet wyobrażać sytuacji, gdzie każdy robi co chce w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wystarczy mi, że robią w internecie co chcą i teraz wyobraź sobie, że wszystko to przeniesiemy do realnego życia.
Zastanawia mnie również, dlaczego ludziom tak ciężko przyjąć do wiadomości, że dla wspólnego dobra ograniczania muszą być wprowadzane. I powiem więcej – ja mam nadzieję, że ktoś na poważnie zabierze się za internet. Dzisiaj to duża część naszego życia i wolność słowa to jedno, ale chamstwo i brak poczucia kontroli, odpowiedzialności jest porażający. Jak widać edukacja słabo się sprawdza w tym temacie, bo od lat mierzymy się z hejtem w internecie, co nastolatki przypłacają depresją, a nawet śmiercią. I tu znowu pojawi się bunt na pokładzie – bo jak to tak? Nie będę mogła/mógł powiedzieć co myślę? Jaka jest moja opinia? Mam wrażenie, że sporo ludzi utraciłoby sens życia wraz z wprowadzeniem takiego zakazu.
Ja ograniczyłam czytanie treści w social mediach do minimum, ponieważ nie chce mi się tracić nawet minuty mojego czasu na większą część komentarzy. Twórcy, którzy żerują na ludzkiej naiwności i głupocie wciskają im kit ubarwiony w jakieś wzniosłe idee, a to nie jest nic innego jak wywołanie skrajnej emocji. Przecież to widać na każdym kroku. I co z tego, jeśli większość reaguje? I później się dziwią, że tylko takie treści są w internetach. No niestety – twórcy są w stanie dużo zrobić, żeby utrzymać poziom zaangażowania. A po drugiej stronie znowu odbiorcy, którzy są specjalistami w każdym temacie po przeczytaniu jednego artykułu, czy obejrzeniu kilku programów w TV i już są prawie na etapie obalenia teorii względności. Najwyższy czas się chwile zastanowić…co my jako ludzie robimy ze swoim życiem i jak traktujemy innych w tym życiu? Co nam wolno, a czego nie wolno? Czy na pewno taka nieograniczona niczym wolność to dobre rozwiązanie? Czy my potrafimy z tej wolności korzystać? Ja mam poważne wątpliwości patrząc na dzisiejszy świat.
