Od czasu zakończenia II Wojny Światowej państwem dominującym w międzynarodowej polityce były Stany Zjednoczone. Demokratyczne, rozwinięte, bogate, technologicznie pędzące, wspierające rozwój państw biedniejszych jawiły się nam Polakom jako istny raj na Ziemi.

Jak dzisiaj czytam komentarze w social mediach, to widzę bardzo wyraźnie, jak ukształtowane są postawy i poglądy obywateli. W przypadku USA cały czas żyjemy latami dziewięćdziesiątymi. W tamtym czasie dla Polaków to był raj. Każdy, kto miał babcię/ciocię w Stanach dostawał super paczki. Najlepsze filmy, seriale, bajki, Disney, Barbie, Apple, kolorowy, bogaty, rozwinięty świat przyciągał nas jak magnes. Ja również z tego powodu kocham USA, chociaż jeszcze nie miałam okazji ich odwiedzić. Są jednak w pierwszej trójce miejsc do odwiedzenia na świecie na mojej liście. Amerykanom trzeba przyznać, że nikt chyba na świecie nie umie tak w PR jak oni. Mają także niezwykłą umiejętność negocjacji, zawierania sojuszy, współpracy co pozwoliło zdominować światowe rynki.

Wraz z rozwojem pojawiło się zapotrzebowanie dotarcia do mas. Coraz więcej ludzi się bogaciło, więc trzeba było dostarczyć im dobra, na które mieli chrapkę — telewizory, telefony, samochody, komputery, ubrania itp. Produkcja zatem musiała się znacznie zwiększyć, a przy tym cena również musiała być konkurencyjna, bo konkurencja rosła. Firmy musiały zejść z produkcji produktów premium na bardziej dostępne. Wraz z bogaceniem się społeczeństw USA i zachodniej Europy coraz trudniej było o tanią siłę roboczą. Zaczęto jej więc szukać w Azji. I tu całe na biało wchodzą Chiny.

Biedny, przeludniony, komunistyczny kraj — tak był postrzegany przez zachód, dzisiaj jest drugą potęgą światową. I szczerze mówiąc, ja mam tu wątpliwości, czy na pewno drugą i czy na podium Chiny dzisiaj nie mają ex aequo pierwszego miejsca z USA?

W przeciwieństwie do USA, Chiny kojarzą nam się z byle jakością, tanimi produktami tworzonymi na masową skalę, biedą, wykorzystywaniem ludzi i tragicznymi warunkami pracy. Komunizm i dyktatura nas przeraża. Taki obraz wykreowały nam media i to oczywiście nie jest tak, że on jest błędny. Tu mamy sytuację analogiczną jak z USA. W USA nie widzimy dużej biedy wielu obywateli, rosnącej bezdomności, narkomanii, niedostępnej dla wielu obywateli ochrony zdrowia (nie stać ich na leczenie), płatnej, drogiej edukacji, kapitalizmu i światowej ekspansji. Z kolei w Chinach nie widzimy bogactwa, bardzo szybkiego rozwoju technologii, ogromnej pracowitości, konfucjanizmu, tysięcy lat historii. Czyli widzimy dokładnie to, co w naszej szerokości geograficznej jest pożądane.

W tym miejscu pozwolę sobie na opinię, żebyście nie zrozumieli mojego przekazu jako obronny dla Chin. Jeśli chodzi o moje osobiste podejście, do życia i świata to uważam, że ani kultura Chin, ani USA nie jest idealna. Każda z nich ma wady i zalety — tak jak komunizm i demokracja. Ja staram się zauważać jedno i drugie po każdej stronie. Nie chcę idealizować, czy też negatywnie oceniać żadnego z podejść. To dwa różne światy. Jeden i drugi okazał się bardzo skuteczny w polityce światowej oraz budowaniu prężnej gospodarki. Nie chcę zatem umniejszać żadnemu, nie chcę również kierować się emocjami. Ale bardzo mi się nie podoba narracja, która ma się w Polsce świetnie tzn. Chiny to zło wcielone, a USA raj we wszechświecie, samo dobro, miód i orzeszki. Tak nie jest i nigdy nie było. Dzisiaj jesteśmy pod wpływem USA i bardzo dobrze. Politycznie musimy wręcz „trzymać sztamę”, bo od tego zależy nasze bezpieczeństwo. My jako kraj wiele zawdzięczamy Stanom Zjednoczonym i warto o tym pamiętać, ale w zimnej ocenie sytuacji geopolitycznej taka stronniczość powoduje, że patrzymy na świat przez „różowe okulary”, a ja zdecydowanie wolę bez. 🙂

To kraje zachodniej Europy i USA przez swoją chciwość pozwoliły Chinom aż tak się rozwinąć, że dzisiaj być może Stany Zjednoczone muszą podzielić swój kawałek tortu bardziej, niż by tego chciały. Wiele lat kraje chciały się uwolnić od komunistycznych Rządów i wtedy USA wkraczało z demokracją, pieniędzmi, sojuszami, obietnicą stabilizacji i bezpieczeństwa. Tym samym narzucając swoją kulturę, tradycję, język, kapitalistyczne wartości. Chiny z kolei dokonały przełomu, ponieważ najprościej mówiąc, połączyły komunizm z kapitalizmem. Otworzyły się na rynki, wiedząc, że tylko tak będą w stanie szybko odbudować swoją potęgę i zaczną być państwem liczącym się na mapie świata. Nie miały sobie równych, jeśli chodzi o konkurencyjność cenową i wielkość produkcji. Chińczycy są wychowani w konfucjanizmie, co oznacza, że społeczeństwo jest ważniejsze niż jednostka. Jak sami rozumiecie, łatwo jest w takim społeczeństwie zmusić ich do ciężkiej pracy dla narodu, bo przecież tu pojedynczy człowiek nie ma znaczenia. Dzisiaj Chiny już tak konkurencyjne nie są, ponieważ w miarę rozwoju gospodarczego cena pracy również wzrosła. Dziś już nawet Chiny przenoszą się do krajów ubogich z produkcją. Na przykład Etiopia jest takim krajem, w którym Chińczycy otworzyli fabryki produkcyjne. Tam miesięczna wypłata sięga kilkudziesięciu euro miesięcznie za ok 10 godzin pracy dziennie. Pisałam niedawno na moim Instagramie, że świat zawiódł się na USA i krajach Europy Zachodniej, bo obiecywali gruszki na wierzbie, a nadal była bieda. Wszyscy eksploatowali te kraje, ale przez wiele lat nie udało się doprowadzić do dynamicznego rozwoju wielu obszarów i polepszenia życia mieszkańców w bardziej odczuwalnym stopniu.

Wśród osób współpracujących z chińskimi firmami funkcjonuje takie powiedzenie „Nikt Ci tyle nie da, co Chińczyk Ci obieca.” Chodzi tu przede wszystkim o to, że Chińczycy są w przypadku interesów skłonni zgodzić się praktycznie na wszystko w imię reguły: „Klient nasz pan”. Są w stanie obiecać bardzo dużo, nawet kosztem własnych interesów. Dlaczego tak jest? Bo Chiny patrzą długoterminowo na rozwój i współpracę. Nie tu i teraz – szybki deal i do domu. Dzisiaj Ci obiecamy za darmo, zrealizujemy za darmo, ale za 10 lat zapłacisz nam za to podwójnie, albo zrobimy na Tobie takie zyski, o jakich się nikomu nie śniło. W negocjacjach są bardzo ugodowni, bo zawsze mają wyższy cel przemyślany na 10 lat do przodu. To bardzo skuteczna strategia współpracy. Do tego działają szybko. Tam nie ma demokracji, gdzie 50 osób musi usiąść do stołu, dyskutować, każdy na swoje poglądy, czy inne priorytety. U nich wszyscy mają jeden priorytet: odbudować potęgę Chin. Cały świat musi się liczyć z Chinami i być od nich zależny. Zdecydowanie zależy im na objęciu tronu światowego mocarstwa, ale w sferze gospodarczej głównie. Uważam, że wojny nie chcą i na tym im kompletnie nie zależy. Jeżeli zdecydują się na kroki wojenne to tylko wtedy, gdy juz nie będzie żadnych innych możliwości negocjacji, aby osiągnąć cel. Pewne jest to, że Chiny będą chciały utrzymać globalizację na jak najwyższym poziomie, bo to pozwoliło im na tak szybki rozwój i pozwoli utrzymać status potęgi.

Źródło: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/christina-venard-polarny-jedwabny-szlak-arktyczne-ambicje-pekinu/

Na rysunku możesz zobaczyć jedwabne szlaki z Chin do Europy. Szlak niebieski i zielony to już funkcjonujące, a czerwony jest w planach. Czerwony szlak był długo niemożliwy, ale dzisiaj gdy lodowiec się roztapia, to już stwarza możliwości pływania wielkim statkom po tamtych wodach. Zobacz również na siatkę połączeń w Europie, połączenia z Azją Południową i Afryką. Forsal napisał kiedyś przy budowie szlaku morskiego: "Chiny nowym liderem globalizacji". Ekspansja na pełną skalę.

I teraz pewnie myślicie sobie: a co mnie jakieś szlaki obchodzą, jak będą statki pływały czy tiry jeździły. To teraz trochę wyjaśnienia.

Budowa takiego szlaku to umowy międzynarodowe na handel, a przy okazji budowa dróg, torów kolejowych, portów, fabryk itp. A więc państwa, przez które taki szlak przebiega, korzystają na tym gospodarczo. A Chiny oczywiście je od siebie uzależniają. Nie wiem, czy wiecie, ale linia kolejowa łącząca Chiny z Londynem przebiega przez 9 krajów, ma 12 tys. km i umożliwia transport towarów w ciągu tylko 18 dni!

Pamiętacie bankructwo Grecji? Tu na ratunek przybiegły Chiny i nie pamiętam, żeby Europa jakoś mocno protestowała przeciwko tym działaniom. Port w Pireusie to jeden z największych portów kontenerowych w Europie, a Chińczycy zakupili w 2015 roku większość jego udziałów. Nikt się nie sprzeciwiał.

Kosmos. Lądowanie na księżycu? W tych obszarach zaczęła Rosja, później kontynuowały Stany Zjednoczone, a teraz Chiny toczą z USA również walkę w kosmosie. O tym robiłam post na Instagramie: „Wojna o kosmos. Chiny — USA”. Ostatnio Indie mogły pochwalić się udanym lądowaniem łazika na księżycu i tym samym zyskały miano czwartego kraju, któremu się to udało. Chiny deklarują, że ponownie wylądują na księżycu do 2028 roku, a USA, że do 2030 roku.

Sri Lanka. Chiny kilka lat temu zainwestowały tam miliardy i wybudowały ogromny port w Kolombo — tym szlakiem morskim przepływa kontenerowcami połowa światowego handlu. To oczywiście nie tylko port, ale także koleje i drogi. Nie wszystkie inwestycje się udały, pojawił się także bunt mieszkańców, ale Sri Lanka jest tak biedna, że nie stać ich, aby spłacić całe zadłużenie wobec Chin. Na ratunek idzie USA w porozumieniu z Indiami i zamierzają wspomóc Sri Lankę, inwestując miliardy dolarów w rozbudowę portu bez dalszego uzależniania się od Chin. W czasie prezydentury Trumpa stworzono Korporację ds. Finansowania Rozwoju Międzynarodowego (DFC), która ma finansować inwestycje w krajach na całym świecie, aby uwolnić je od chińskich wpływów. Z tego tytułu przez ostatnie lata także USA zacieśnia mocno współpracę technologiczną i wojskową z Indiami, ale nie tylko. Poczytajcie o porozumieniu AUKUS, czy o Czterostronnym Dialogu w Dziedzinie Bezpieczeństwa QUAD.

Afryka. Tu cały czas rosną chińskie wpływy na kolejnych obszarach. To jest temat na kolejny wpis. Chiny w wielu afrykańskich krajach inwestują swoje środki na rozwój inwestycji. Wspomniana przeze mnie wcześniej Etiopia, czy Kenia, ale także organizują szkolenia wojskowe. Prezydent Erytrei uczęszczał do chińskiej szkoły wojskowej, a sam Xi nazywa go „starym przyjacielem Chin”.

Arktyka. To kolejny teren, o który walczą światowe mocarstwa. W 2015 roku Chiny na konferencji zaprezentowały „Białą Księgę”, w której opisały swoją politykę i założenia co do terenu Arktyki. Powołali nawet przedstawiciela do spraw Arktyki. W księdze tej nie ma ani słowa o wojsku, ale momentem grozy dla zachodu było przeprowadzenie operacji wojskowej w pobliżu Alaski przez chińskie okręty marynarki wojennej. Później Dania odbudowała swoje bazy wojskowe na Grenlandii. W tym temacie również trwają rozmowy pomiędzy najbogatszymi i regionalnymi państwami.

Na koniec warto zatem zadać pytanie zawarte w tytule: Czy Chiny podbiją świat? To co przedstawiłam powyżej to tylko ułamek polityki międzynarodowej. Do pełnego obrazu należałoby teraz przedstawić działania USA, państw G20, uwzględnić światowe sojusze i interesy, a i tak nie będziemy znać odpowiedzi. Wszystko zależy od polityki prowadzonej przez mocarstwa i najbogatsze państwa świata. To na podstawie tych decyzji będzie nam się kształtował przyszły świat. Możliwe jest wszystko. A co będzie? Czas pokaże.

Mam nadzieję, że ten wpis był dla Ciebie interesujący, a jeśli tak to będzie mi miło jak podzielisz się ze mną swoją opinią na Instagramie.

Dziękuję za Twoją uwagę,

Beata

Podobne wpisy